NEWSY DIETETYKA HISTORIA DOSSIER WYNIKI DOWNLOAD LINKI KONTAKT
GALERIA

created by:
Grupa bikeWorld.pl

copyrights:
Karolina Kozela
25-07-2010 / BRĄZ i… „takie tam”... :-)
Powitać ! Może zacznę od pozytywów?  Niedawno jak wiecie miały miejsce Mistrzostwa Polski MTB w Wałbrzychu. Kiedy poinformowano o zmianie miejsca z Książa na Park Sobieskiego, odniechciało mi się startu… ale? Trasa pozytywnie mnie zaskoczyła!
Tak morderczej, perfekcyjnie ułożonej trasy dawno nie było na polskich imprezach mtb. Nie wiem kto ją układał…ale respect :-) Skala trudności wyżyłowana do granic zdrowego rozsądku. Z koro ja-cykor zjazdowy zjechałam wszystko (co prawda mokro mi było), to znaczy, że traska godna pochwały. Co więcej, przy każdym zjeździe był możliwy objazd (rzecz jasna dłuższy) a podjazdy? Uff…. Ni to krótkie ni długie a bystre!? Tak powinno wyglądać właśnie XC :-)

Podczas startu SZTAFET – żar lał się z nieba… a suchość na trasie sprawiała że byle „nur” w podłoże czynił jeźdźca zawodowym kominiarzem :-)
My – tj. Corratec Team (czytaj karateka) w składzie Tecław, Pituch, pożyczony brat Swat i Ja – zaczęliśmy ze średniej stawki, gdyż Sławkowi wylazła jakaś zawali droga przed ścianką i zmuszony był jechać objazdem, gdzie stracił 20 sekund. Sylwester Swat(młodszy) dał czadu i wyprowadził nas na 6 pozycję. Potem ja – oj.. walka była… bo? Zgon nie lada i to na podjazdach! Na zjazdach o dziwo cudnie nawet nie wycięłam żadnego orła! Podjazdy, które są moją specjalnością wypadły parodia lnie… wiedziałam że tak będzie, bo dwa dni przed MP robiłam badania krwi… wyszło OB na poziomie 31!
A ja czułam się jak flak… wiedziałam, że nadal utrzymuje się obrzęk zatok (o zgrozo już rok z nim walczę po wypadku z zeszłego roku) i cholera wie co mi się jeszcze przyplątało… czułam ból w płucach, zadyszka.. kołatania i ciągłe zmęczenie, co przy moim temperamencie jest rzadko spotykane… ok.,lecimy dalej: Wjechałam jako 6 i jako 5 przyjechałam ( odzysk 2 sekund, więc bez rewelacji ).
Na zmianę ruszył Radzio, który też miał obawy co do zjazdów, ale czego nie zrobi się dla drużyny! Zagryzł zęby i RZUTEM NA TAŚMĘ (4 sek)  PRZYWIÓZŁ DLA NAS BRĄZ !!!
REWELACJA ! Mój pierwszy medal z drużyny !  :-)

Na indywidualnym już nie zostałam… po pierwsze załamanie pogody i trasa błotnisto-przełajowa sprawiła, że sporo kolarzy wycofało się z walki a po drugie i główne – mój agonalny stan wskazywał na ewidentny powrót do domu. W końcu wymyśliłam – może tak gastrolog? Być może ból jest od żołądka a nie serca? I tak też było… nabawiłam się kurka wodna 2 wrzodków na żołądku.. a skąd.. jedno się leczy a drugie psuje! Dwie operacje kolan i kupa prochów a w tym ciągle przeciwbóle, których i tak łykałam dużo mniej niż przepisali w szpitalu, bo wiem czym to „pachnie”… potem jeszcze wyrwana ósemka i tydzień na ketonalu z zespołem suchego zębodołu… ech.. już mi się niedobrze robi od wszystkich przypadłości. No nic to – trzeba wyleczyć i wrócić do sił, bo mój ulubiony uphill na śnieżkę już niebawem!
W między czasie oczywiście nie obijałam się i wygrałam parę wyścigów. Może żadne halo, bo w tym roku skazana jestem na mini/mega czyli wyścig około 2godzinny, bo oszczędzam kolanka. Po 2godzinach zaczyna boleć, więc nie chce przeginać szali i żyć normalnie!
Po jednym z maratonów a dokładniej po Piechowicach, w mega-deszczowy weekend startowalam również w niedzielnym up-hill’u na Uklejną, czyli taką „małą górkę” w Myślenicach pod Krakowem.
Wygrałam też wyścig , również organizowany przez Pana Tylka, który odbywa się co roku. Puchar Burmistrza Sieprawia! Trzeba przyznać, że organizacja zasługuje na dużą pochwałę! A czemu?
Startowe tylko 10zł a w tym talon na ciepły posiłek (kolarski to on może i nie jest, ale trenerowie i rodzice pewnie będą zachwyceni), wszystkie starty ruszają planowo co do minuty. Na trasie zabezpieczenie strażaków i kilku sędziów kontrolujących czasy. Można zdobyć punkty liczące się do challenge Pzkol’u a na podium wręczane są nie małe nagrody finansowe. Jedyny mankament (dla niektórych) to trasy, które wiodą przez stoki narciarskie (agrafki - góra i dół) i większość trasy to teren otwarty, nasłoneczniony. Jest to na pewno morderczy wyścig ale i niezły trening siłowy!
A teraz? Parę dni przerwy od roweru (może wytrzymam?)…biorę leki na żołądek i zatoki, więc aby się odciąć od świata jadę nad morze z przyjaciółmi. (o zgrozo bez roweru!?) Dam radę

Na maraton w Krakowie będę świeża jak bułeczki! No chyba, że nocka w pociągu mnie wymęczy…
Pozdroowery
Karola